Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

"Kociołek" ryżu, mój faryzeizm i zmartwychwstanie.

Opublikowany 2017/10/27

Salezjanin Ksiądz Paweł Kociołek w Bangladeszu. Więcej danych na stronie http://misjesalezjanie.pl/projekt-508-bangladesz-edukacja/Salezjanin Ksiądz Paweł Kociołek w Bangladeszu. Więcej danych na stronie http://misjesalezjanie.pl/projekt-508-bangladesz-edukacja/

        Jakiś czas temu, znajoma podesłała mi namiary na misjonarza w Bangladeszu. Było to w czasie dla mnie bardzo trudnym. Nasz syn wyjechał do pracy w Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech, byliśmy świeżo po pogrzebie siostry męża, mojej Alter Ego,  Eli Orzechowskiej, czekało mnie zwolnienie z pracy ze względu na niż demograficzny, szczególnie dotkliwy w Starachowicach, po upadku fabryki Stara, do tego jeszcze klimakterium i związane z nim kłopoty zdrowotne. Dobrze, że życzliwy psychiatra zapewnił, że to nie psychoza, tylko nadmiar życiowych schodów. Oglądanie zdjęć radosnych dzieciaków i satysfakcja z drobnej przysługi, jaką możemy im oddać, rekompensowało smutki. To się ładnie nazywa balans emocjonalny.

        Opowiadanie o kontaktach z misjonarzami, budzi kontrowersje wśród moich znajomych. Ja  z radością opowiadam, że mamy czworo  dzieci w Afryce, z adopcji serca. Z rozczuleniem myślę o księgowej Berthildzie z Rwandy, Janince z Burundi, która dostała od Orzechów maleńkie poletko, Ignasiu, który w Rwandzie naprawia samochody i Edytce, która kończy szkołę dla położnych w Togo. A pobożne otoczenie z troską o mnie, cytuje mi werset o lewicy, co się prawicą nie interesuje.

- Bardzo dobrze, że jestem babskim faryzeuszem, który się przechwala. A niech mnie smażą tysiące lat w największym kotle w piekle, albo w czyśćcu za to. Ale jakby przez moje gadanie, chociaż jedna buźka dziecięca się uśmiechnęła, to wcale mi nie żal. Zresztą wcale się Pana Boga nie boję. Mógł mnie nie rozpuszczać swoją miłością. A co mam ludziom nie reklamować cudownej radości, jaką się czuje na myśl, że tam po drugiej stronie globusa, ktoś o mnie cieplutko myśli. I nawet teraz się wcale nie wzdragam, przed wysokimi zarobkami, bo z olbrzymią radością finansowałabym dzieciaki. Nawet bycie miliarderką by mi nie przeszkadzało- wyszłoby raptem po parę dolarów na potrzebujące dziecko trzeciego świata. Żadna kwota.

        I był sobie cudny poranek 21 grudnia 2016 roku. Tak się cieszyłam, że idą Święta Bożego Narodzenia. Jechałam sobie do chorej dziewczynki na lekcje, przez rozsłoneczniony starachowicki las... A potem mi się film urwał i niewiele pamiętam. Tylko niezwykłą błogość, jakby Ramiona Wszechogarniającej Miłości. I najczulszy  Głos na świecie: " Jeszcze wróć. Maluchy z Bangladeszu, modlą się o twoje zdrowie. " Oprzytomniałam w karetce pogotowia. Mimo straszliwie zmasakrowanego samochodu, nic nie ucierpiałam. Dalej jeżdżę bez traumy. Każdą chwilę darowanego mi życia i zdrowia, przypisuję dzieciakom na drugiej półkuli. Cud miłości. Garstka ryżu do Kociołkowego kociołka.

Relacja z wypadku w lokalnym periodykuRelacja z wypadku w lokalnym periodyku